Czy wypoczynek z małym dzieckiem jest możliwy? Moim zdaniem…


… niespecjalnie Wiem, wiem, spodziewaliście się innej odpowiedzi. Zapewne zależy to w dużej mierze od modelu, ale nam trafił się ten niezniszczalny. Otóż, Misiek grasuje aż do tak zwanego zgonu. Potrafi usnąć w trakcie niezwykle zajmującej czynności, kiedy zupełnie się tego nie spodziewamy (np. podczas jedzenia). Nawet na dobranoc przemierza każdy centymetr łóżeczka, przewracając się we wszystkie możliwe strony, chichrając się i wygłaszając monologi przedziwnej treści. Reguła jest taka: grasowanie odbywa się do samego końca na pełnej baterii. Żadnych półśrodków – pełen profesjonalizm! Co ja bym dała, aby mieć tyle energii. A jest jej najwięcej, gdy Misiek odkrywa nowe tereny (w związku z czym ma mnóstwo pracy). Wtedy zupełnie zapomina o jedzeniu i piciu, a co dopiero o drzemaniu. Bo właśnie podczas drzemania, zarówno mama, jak i tata, mogą pozwolić sobie na czyste lenistwo.

Jak wyglądał mój wypoczynek pierwszego dnia? Tak, że… pilnowałam. Pilnowałam, aby Misiek kamieni nie jadał, liści, papierków i gorszych znalezisk. Aby sobie oka nie wykłuł licznymi patykami, by ich nie obgryzał, nie upadł na kant, głowy nie rozbił, czapki nie gubił, pił i jadł (wiecie, brak czasu), do wody nie wpadł, kolanek nie poobdzierał, nie zadrapał się, owadów nie zbierał… Wizja stacjonarnego piknikowania szybko została zrewidowana :-)

Tak właśnie jest, kiedy bierze się malucha „na siebie”. Tatko ogromnie cieszył się z powodu łowienia, pierwszy raz w tym sezonie. Jako dobra żona, stwierdziłam, niech ma, my skupimy się na pikniku – będziemy leżeć, czytać książeczki, jeść smakołyki, układać wieżę i bawić się znalezionymi darami natury. Możecie nie wiedzieć, ale łowienie to nie jest tylko siedzenie i wpatrywanie się w spławik, oj nie. Łowienie to polowanie, to czujność, refleks i skupienie, sokoli wzrok i analityczny umysł. Kiedy ryby biorą? Kiedy mąż idzie do żony, odwróci się lub pójdzie się napić. Wtedy właśnie przebiegła ryba zakrada się i pożera przynętę, po czym oddala się jak gdyby nigdy nic, lub zrywa się z wędki, jeśli to „taka” ryba była. Widzieliście kiedyś jej wizerunek na płytach, akcesoriach lub książkach wędkarskich? Nie chcielibyście spotkać takiego potwora na swojej drodze. A Tatko stawał z takimi w szranki bez mrugnięcia okiem. Ja w tym czasie spędziłam 5 godzin w zgarbieniu, czujności i opalaniu tylko i wyłącznie góry pleców i ramion na czerwono Czego nie robi się dla męża. Odpoczęłam… jak wróciłam do domu.

Kiedy Tatko stwierdził, że chce jechać jeszcze raz, musiałam już podyktować swoje warunki, na które, nie mając wyjścia, musiał przystać. Jak zapewnić sobie namiastkę biernego wypoczynku? Zdradzę Wam ten sekret.

Po pierwsze – celebracja drzemek. Jak stoicie, tak bach na koc i zasysacie promienie słońca.

Po drugie – opieka na zmianę. Można napić się kawy, zjeść, a nawet poczytać. Uważam, że to jedyne słuszne metody, dostępne w modelu 2 + 1

2

3

4

5

6

7

8

9A jak Wam minął długi weekend? U nas pogoda była wręcz wymarzona na piknikowanie