Będę z Wami szczera. Ten rok zaczęłam fatalnie. Wszystko popsuło się dziś (poniedziałek) koło godziny 14:30, kiedy to postanowiłam ugotować zupę gulaszową. Zupę, która zrujnowała mi cały dzień. To miała być pyszna, esencjonalna, aromatyczna, bogata w korzeniowe warzywa zupa i przede wszystkim bardzo szybka. Tylko 30 minut w kuchni i napisanie wpisu o postanowieniach noworocznych – plan był dobry, przepis rokował. Ale nie! Wyobraźcie sobie, że ja ją do 20:00 gotowałam.

Postanowienia noworoczne vs rzeczywistość

W międzyczasie mój syn zorientował się, co robię i zaczął nawoływać, zwiększając z upływem czasu częstotliwość swoich zawołań i moje wyrzuty sumienia. I kiedy już szczęśliwie spróbował pierwszą łyżkę, stwierdził, że „ble” i wypluł ziemniaka z powrotem do talerza. Mało tego, chwilę wcześniej wzgardził moim domowym schabem na kanapki, który upiekłam w trosce o zdrowie mojej rodziny w 2017 roku. Rozbawiony małżonek z kolei pośmiał się ze mnie, że gulasz mi wyszedł, a na dodatek całą wodę z potrawy dałam synowi, który wypluł do niej ziemniaka. Dodał również, że tak nie smakuje danie robione przez ponad 5 godzin, po czym zjadł kanapkę z nutellą i stwierdził, że i tak będzie musiał jeszcze dojeść.

W związku z tym incydentem, nie czuję się kompetentna, aby pisać porady w kwestii postanowień noworocznych. Chociaż może źle to ujęłam, na postanowieniach noworocznych znam się całkiem dobrze, ale złotego środka na ich realizację niestety nie odkryłam, nad czym mocno ubolewam. Sam fakt, że zaplanowałam publikację tego wpisu na poniedziałek, dyskredytuje mnie w tej materii. Co prawda w chwili pisania tego wpisu jest poniedziałek, ale godzina 20:00 i mój syn wychodzi co chwilę ze swojego pokoju, wymyślając coraz to kreatywniejsze powody, dla których nie musiałby iść spać, typu „ała” w uda, które zrobiła mu ściana w salonie.  Szans na publikację dzisiaj nie ma. Jutro dopiero będzie, chociaż obawiam się tego, bo jeszcze wszystko może się zdarzyć.

Pozostaje mi teraz tylko nie dać się tej zupie, ani wzgardzonemu schabowi, czy też ścianie, która robi „ała” w uda. Bo myślę, że najlepszą receptą na realizację postanowień noworocznych jest to, aby się nie poddawać. Motywacja tak naprawdę musi być w nas. Żadne wpisy z radami, które teraz zasypały internet, nam w tym nie pomogą. Ja nam życzę w tym roku przede wszystkim tego, aby te postanowienia, które przepisujemy z roku na rok, na liście z 2017-tego znalazły się po raz ostatni. Tak dziewczyny, wszystkie w tym roku będziemy chude i bogate. Jestem tego pewna.

postanowienia noworoczne

W plikach do druku udostępniłam listę postanowień noworocznych 2017. Uzupełnijmy ją i powieśmy w widocznym miejscu. Niech nam przypomina, jak już styczeń się skończy i pierwszy zapał do zmian przeminie, że to przecież ma być nasz najlepszy rok.

Trzymam kciuki za Wasze postanowienia noworoczne i Wy trzymajcie za moje. Na szczęście we wtorek wpis się pojawi, bo będę mieć więcej czasu. W końcu z poniedziałku został mi na obiad całkiem dobry gulasz.

Ściskam!


Postanowienia noworoczne są do pobrania pod nr 15