Bo w pewnym momencie dziecko zaczyna mieć… swoje sprawy.


Gdyby Misiek umiał więcej powiedzieć niż mama, tata, papa, kukunie, to pewnie „Mamo, weź” słyszałabym bardzo często. Taka dola matki. Wychowujesz swojego małego dzidziusia, pielęgnujesz, przytulasz bez ograniczeń, aż w pewnym momencie, nie wiadomo kiedy, BUM! Koniec. Twoje dziecko zaczyna mieć swoje sprawy. Nie Wasze, SWOJE!

Nagle zaczyna główkować i machina rusza. Zauważasz, że przez godzinę potrafi przenosić pieluchy między sypialnią a salonem i układać je w sobie tylko znanym systemie. Broi, a kiedy je nakrywasz, ucieka i piszczy z podekscytowania, wiedząc, że nie wolno. Ze wszystkich kanapek najpierw zdejmuje szynkę, a potem przystępuje do jedzenia samego chleba, bo tak lubi. Wykształca się jego własny rozumek i z jego pomocą bada otaczające je otoczenie.

Misiek codziennie nas zaskakuje. Jest taki mądry. Wiem, wiem, każda matka tak mówi. Z tym, że zachwyca mnie każdy jego postęp. To, że potrafi rysować znikopisem, że buduje wieżę z kilku klocków, że potrafi wyzbierać i powkładać kilka przedmiotów do pudełka. Zachwyca mnie to, jak nas naśladuje. Dziś wziął moje klucze i zaczął nimi stukać w drzwi. Geniusz Powtarza za nami różne czynności, celuje pilotem w telewizor, a chusteczkami nawilżonymi pociera sobie głowę (ważne, że zrozumiał zastosowanie).

Przyznam, że zazdroszczę mu trochę. Wszystko go fascynuje, każda mała rzecz, kamyk, piórko, paproch czy komputer. Wszystko jest warte uwagi. Kiedy Misiek nagrał się przez przypadek na swoim trójklawiszowym ajfonie, odtwarzał nagranie kilkadziesiąt razy i śmiał się cały czas tak samo. A my z nim. Bardzo kibicuję mu w odkrywaniu świata. Cieszę się, że jest odważny i próbuje nowych rzeczy. Nie wstydzi się wyjść na środek placu zabaw i krzyczeć „klu kle, blu bla, a tukutuku tuku”, tylko po to, aby zwrócić na siebie uwagę. Oby tak pozostało.

Konsekwencje rozwoju są niestety srogie. Mama poszła w odstawkę. Nie jestem już najważniejsza, ale taka jest kolej rzeczy. Czasem skapnie mi trochę przytulania, na przykład przy przenoszeniu Miśka na śpiocha do łóżeczka. Dobre i to. Cieszę się, że nie boi się niczego i wie, że Mama zawsze jest, zawsze wraca i zawsze można na nią liczyć. Chociaż nie pozwala jeść kamieni. Dzięki temu może skupić się na najważniejszym – na swoich małych, wielkich fascynacjach. A ja go bardzo w tym dopinguję.

Kasia Szreder

 

1 2 3 4 5 6