„Kto się czubi, ten się lubi”, czyli jak to jest z tymi kotami. Dlaczego nie oddałam swojego?


Mamy w domu takiego jednego. Dżony się nazywa. Pamiętam, jak wzięliśmy go jako ostatniego z miotu. Był największy, najgrubszy i zamiast bawić się z innymi kotkami, przesiadywał w klatce z królikiem, albo za wersalką. Kiedy Tatko wziął go pierwszy raz na ręce, Dżonuś wczepił się w niego i nie chciał puścić. I tak właśnie mianował nas swoimi człowiekami. Na zawsze.

Na temat kotów i niemowląt krążą bardzo krzywdzące pogłoski. Sama, kiedy zaszłam w ciążę, zaczęłam dokształcać się przez Internet. Czego się dowiedziałam? Tego, że koty to dusiciele, rozsiewający toksoplazmozę na prawo i lewo. Najlepiej oddać swojego jeszcze w trakcie ciąży.  Pokażcie mi ciężarną, której nikt nie poradził, że ma pozbyć się kota. Najbardziej krzywdzące są jednak historie o toksoplazmozie….

Otóż, mój kot zaraził się toksoplazmozą, kiedy ja byłam w ciąży! Wyobrażacie sobie takiego pecha? Kiedy my pojechaliśmy na wakacje, on łapał ją w hotelu dla zwierząt… Zrobiłam mu badania tylko po to, aby z czystym sumieniem go całować i przytulać, jak do tej pory. IGM wyszło pozytywnie (kot świeżo zarażony). Wszyscy, łącznie z panią weterynarz, nie mogliśmy uwierzyć. Na kolejnych badaniach IGM już było niskie i wzrosło IGG, co oznaczało, że kot przeszedł toksoplazmozę i już jest na nią odporny. To właśnie kwestia IGM była ryzykowna, bo gdy ten wskaźnik jest wysoki, możemy się zarazić podczas czyszczenia kuwety. Czy kota oddałam? Nie. Nie mogłabym wyrzucić ani Tatka, ani Miśka, ani Dżonego. Nie wyrzuca się członków rodziny. Zarazić się jest naprawdę bardzo trudno i przede wszystkim toksoplazmozę się leczy. Nie wiem, dlaczego o tym nie jest głośno. Dużo łatwiej jest zarazić się jedząc surowe mięso albo niemyte warzywa. Wystarczy myć ręce po głaskaniu i zlecić czyszczenie kuwety komuś innemu. I po kłopocie.

A jak zachował się potencjalny kot dusiciel, kiedy przynieśliśmy pierwszy raz Miśka do domu? Powąchał jego stopę i… miał go w nosie Aż byliśmy rozczarowani tym przywitaniem. Najzwyczajniej w świecie nie uznał Miśka za kogoś godnego uwagi. Ile w końcu można leżeć i nic nie robić? Przez długi, długi czas nic się nie zmieniło. Interakcja nie zachodziła. Było za to… czuwanie przy małym przyjacielu.

Na miłość kota trzeba zasłużyć. Jak tylko Misiek stał się mobilny, starał wkupić się w łaski Dżonego. Wielbił go, śpiewał mu, piszczał, opowiadał i próbował tykać. I robi tak do tej pory Popatrzcie, jak ładnie razem się bawią. Udało mi się uchwycić ich ulubioną zabawę w „kierownika”. Polega ona na tym, że Misiek biega po pokoju, a Dżony nadzoruje prawidłowy przebieg zdarzeń.

2 5

6

Podziwiam Dżonego za cierpliwość. Znosi bardzo wiele. Skończyły się czasy, kiedy mógł leżeć na środku pokoju na plecach. Nawet jeśli Misiek nie ma podejrzanych zamiarów, istnieje duże prawdopodobieństwo tego, że się o niego potknie, nadepnie, albo na niego upadnie… Tykanie też nie należy do najmocniejszych stron Miśka. Obecnie nie jest tak źle, ale w okresie niemowlęctwa był straszliwą szczypawką. Teraz, przed każdym tyknięciem myśli kilka minut. Wie, że każdy zły ruch może skończyć się nagłą ucieczką. Dlatego też ciężko mu nawiązać relacje z podwórkowymi psami, które zwyczajnie się nudzą, kiedy on nad nimi stoi z wyciągniętą do połowy rączką i rozmyśla :-)

Nie obyło się oczywiście bez niewielkich zarysowań. Dżony wielokrotnie próbował zniechęcić małego oprawcę, który niewiele sobie robił z niby podgryzania. Co najwyżej był zdziwiony. Dżony doskonale zdaje sobie sprawę, na co może sobie pozwolić.

Niech Was nie zmylą powyższe zdjęcia. Zobaczcie ciąg dalszy :-) Jak myślicie, będzie coś z tego?

8 9 10 11 12 14 15 16 17