Pamiętacie jeszcze serię dialogi małżeńskie? Mam dla Was kolejną porcję!


Sztuka pod tytułem „Dialogi Małżeńskie – Woda po kurczaku”

Występują: JA – Ja, ON – Tatko, 13-miesięczny Misiek oraz kot


 

JA – Chcę napisać coś mądrego, a wredny trol w mojej głowie dopowiada mi jakieś głupie teksty.

ON – Kochanie, chcesz wiedzieć jak jest naprawdę?

JA – Tak.

ON – Ten trol to ty.

 


 

JA – No zobacz, jak to wygląda, wszędzie jest chleb, nie mam siły…

ON – Nic mi nie mów, przyszedł, nakruszył na mnie i poszedł.

 


 

Skończyliśmy jeść obiad. Misiek nadal rozgrzebuje swoją porcję.

ON – On już jest na skraju, siedzi tyle czasu, wciera w siebie to jedzenie i wciera i nadal jest głodny.

 


 

JA – Kochanie, czemu przyniosłeś do domu ten plastikowy kołpak?

ON – To frisbee…

 


 

JA – Wiem, napiszę post o tym, co jest w mojej torebce.

ON – Lepiej nie.

JA – Ale dlaczego?

ON – Bo kto będzie chciał oglądać osmarkane chusteczki?

 


 

Po opublikowaniu przepisu na miks maślany z fotorelacją, Tatko dzwoni:

ON – Cześć, co porabiacie?

JA – Gotujemy rosół.

ON – A kto Wam robi zdjęcia?

JA – No właśnie nikt, robię rosół na darmo.

 


 

Pora obiadu. Tatko robi slalom między zabawkami, po czym w trakcie odsuwania krzesła, plastikowa ciuchcia uderza go w palec od stopy.

ON – W tym domu nie da się żyć! A gdzie jest poduszka od krzesła?

JA – Musiałam ją uprać. Kot na nią zwymiotował.

 


 

JA, poszukując ciekawej rzeczy do zabawy dla Miśka:

JA – Nie ma już tutaj żadnej fajnej rzeczy.

ON – Ja jestem.

JA – Ale Ty nie jesteś rzeczą, Kochanie.

ON – Czasami się tak czuję. To idę wymienić żarówki.

JA – To zamknij drzwi, zgaś światło w salonie i zapal to boczne. A czemu tak się czujesz?

ON – Nie wiem.

 


 

Tatko przymierza się do zakupu nowych internetów:

ON – Zobacz, a ta oferta jest dodatkowo z kamerką internetową.

JA – Nie potrzebujemy kamerki, przecież nie będziemy podglądać kota w mieszkaniu, jak nas nie będzie, bo on nic nie robi.

ON – Jak to nic nie robi, Dżony!

JA – Najadł się kurczaka i leży.

ON – A ten jest z dronem, dron jest moro, mógłbym wynosić zanętę na ryby na środek rzeki.

JA – Nie Kochanie, nie potrzebujesz drona, widziałeś jakiegoś wędkarza z dronem?

ON – Nie, ale widziałem z procą. Wędkarze strzelają do wody zanętą.

 


 

JA – Zaraz Ci wyślę post do sprawdzenia.

ON – Już czytałem.

JA – Jak to?

ON – Wszedłem do panelu administracyjnego i przeczytałem.

JA – Nie wstyd Ci?

ON – Bo miałem dziś czytać, a Ty mi nie przesyłałaś.

JA – I co?

ON – Spoko, tylko musisz usunąć zdanie o hipsterach, bo jest bez sensu. I jedno zdanie jest tak jakby niedokończone.

JA – Może dlatego, że nie skończyłam.

ON – Możliwe.

 


 

Jemy rosół.

ON – Przyznam, że jadłem lepsze rosoły w Twoim wykonaniu.

JA – Przyznaj się, że Ci nie smakuje.

ON – Smakuje jak woda po kurczaku, no i ten makaron.

JA – Ale to rosół dla Miśka. Dobry i profesjonalny mąż by jadł i się zachwycał.

ON – Ale ja jestem szczery, gdybym tak robił, moja szczerość straciłaby na wartości.

JA – Mi smakuje.

ON – Bo masz wymagania na niskim poziomie. Dobrze, że męża masz z wyższej półki.

JA – No i co się cieszysz, nie dam tego do dialogów małżeńskich.

ON – Cieszę się, jak powiem coś śmiesznego.

JA – A gdzie jest jego wafel? Zjadł go już?

ON – Chyba tak.

JA – Całego? To był wielki wafel. Znów mu zeżarłeś wafla? Ostatni był.

ON – To nie moja wina, najadł się, bo wiedział, że będzie rosół.

 


Czy Wy widzicie, co ja mam z tym Tatkiem? Jeszcze dodał, że marchewka jest „jakaś taka za żółta”. Wystarczy, że zrobię małą modyfikację w przepisie, a on ją wyczuwa. Nie mam pojęcia, jak on to robi. I Misiek idzie w jego ślady – sortuje w ustach jedzenie i wypluwa dokładnie to, czego nie lubi, a resztę zjada. Oj, idą ciężkie czasy. No nic, jeszcze tylko jedno chciałam dodać. Pamiętajcie, kluczem do udanego związku jest DIALOG Do następnego!