To już czwarta odsłona dialogów małżeńskich. Dla tych, którym mało – tu jest cała seria.


Sztuka pod tytułem „Dialogi Małżeńskie – Teletubisie”

Występują: JA – Ja, ON – Tatko oraz  15/16 – miesięczny Misiek


 

Późny wieczór, Misiek śpi w sypialni. W pokoju panuje mrok.

ON – Misiek jęczy.

JA – To nie jakieś dziecko za oknem?

Tatko idzie sprawdzić i wraca z przestrachem w oczach.

ON – On siedzi!

JA – Jak siedzi? Po ciemku?

ON – Siedzi… Paranormal Activity.

 


 

ON – Jak babcia przyjedzie, to zostawimy jej Miśka na weekend i nie będzie nas 3 dni! I będziemy robić wszystko.

JA – Będziemy robić to, czego teraz nie możemy.

ON – Czyli wszystko!

 


 

JA – Wychodziłam już do żłobka, a Pani powiedziała, że mam przyjść później. Są na placu zabaw. Ciekawe ile Misiek zjadł kamieni [przyp. red. – miesiąc temu na spacerach Misiek tylko patrzył, co by tu dziabnąć].

ON – Dinozaury jadły kamienie, żeby lepiej trawić badyle w brzuchu.

JA – Dzięki, przynajmniej o badyle nie będę musiała się martwić.

 


 

JA – Rogucki?

ON – Co?

JA – Był Rogucki?

ON – Co Ty słyszysz?

JA – A co powiedziałeś?

ON – Dynamo Dudki.

 


 

Piszę opis bloga na Facebooku, czytając na głos.

JA – […] z odrobiną szaleństwa.

ON – Szaleństwa? Szczytem Twojego szaleństwa jest to, że założyłaś dziś szare skarpetki, bo zawsze nosisz czarne.

JA – Nieprawda, w lato noszę białe.

ON – A teraz nosisz szare, bo pogoda jest przejściowa.

 


 

Tatko bierze w ręce opakowanie mojego ulubionego ptasiego mleczka.

ON – Już nie ma pierwszego poziomu??

JA – Jem je od dawna!

ON – Pewnie od kilku godzin.

JA – Nie, od rana.

 


 

Rano opowiadam, że o dziwo zdałam psychotesty do pracy, tylko mam refleks staruszki i problem z oceną odległości. Tego samego dnia Tatko rzuca piłkę do Miśka, a ona się od niego odbija, zanim ten zdąży cokolwiek zauważyć.

ON – Dobrze, że mi powiedziałaś o Twoich wynikach. Dzięki temu nie muszę się martwić, czy Misiek rozwija się prawidłowo. Wiem, że można z tym żyć.

 


 

Stoimy w koszmarnym korku. Kątem oka widzę, jak na jeden z pasów wciska się pojazd wypakowany turystami.

JA – No nie, nawet malakser jedzie…

ON – Malakser? Haha, chyba meleks.

JA – Aaa! To znaczy meleks!

ON – Chciałaś dialogi małżeńskie, to masz.

JA – Nie, nie opublikuję tego, to zbyt duża kompromitacja.

 


JA – Tylko jedź ostrożnie. Nie lubię, kiedy jeździsz beze mnie. Wtedy jesteś o 90% mniej bezpieczny.

ON – Dlaczego?

JA – Bo nie mogę czuwać nad Tobą.

ON – Ale przecież Ty śpisz.

JA – Nie śpię! Tylko czasem śpię.

ON – Tylko czasem czuwasz.

 


 

Tatko dzwoni.

ON – Co Tam? Jak Ci idzie?

JA – Dobrze.

ON – To znaczy, że wrócisz szybciej?

JA – Nie wiem, chyba tak, a co u Was?

ON – Dzidzioza totalna. Misiek siedzi i ogląda Teletubisie.

JA – Ale nie będzie ich oglądać cały dzień?

ON – Nie, przecież zaraz wracasz.

 


 

To tyle w temacie naszych dialogów małżeńskich. Przypomnę tylko, że mają one na celu poznanie nas bliżej. Nie mam pojęcia, czy są śmieszne, bo nie potrafię dokonać obiektywnej oceny Tatko też nie umie. Kilka dni temu powiedziałam do niego, że cieszę się, że się nie wstydzi mojego bloga, bo w końcu mogłabym pisać straszne głupoty. A on na to, że nawet jakbym pisała, to by nie wiedział, bo mamy podobne poczucie humoru. Kochany jest.