To już drugi post z cyklu dialogi małżeńskie. Tatko jest niewyczerpaną studnią inspiracji. Dialogi mają na celu poznanie nas bliżej. Są absolutnie nieśmieszne.


Sztuka pod tytułem „Dialogi Małżeńskie – Szczerbate uśmieszki i stópki śmierdzące”

Występują: JA – Ja, ON – Tatko oraz 12-miesięczny Misiek


 

Misiek pod opieką Tatka. Spoglądam kontrolnie. Misiek gryzie puder.

JA – Przyniósł sobie puder do pupci?

ON – Zaraz po tym, jak przyniósł krem do ciała.

 


 

Najedzeni, Misiek szaleje po pokoju.

JA – Wyobraź sobie, że teraz kładziemy się i cały wieczór oglądamy seriale…

ON – Nie mów mi, bo zaraz stracę przytomność.

 


 

Tłumaczę coś istotnego, z włosami upiętymi na czubku głowy.

ON – Nie mogę się skupić, wyglądasz jak żołędź.

 


 

JA – Wiedźmin Dziki Gon? Nie rozumiem, bez sensu, kto to jest Gon?

 


 

JA – Macierzyństwo z uśmiechem, lifestyle mamy i….? – Patrzę pytająco na Tatka.

ON – … kopytko.

JA – Genialne, powinieneś zmienić branżę.

ON – Na jaką?

 


 

ON – Wyrobiłem kartę wędkarską. Teraz to już będę musiał kupić strój moro.

JA – Po co?

ON – A jak ryba mnie wypatrzy?

JA – Nie Kochanie, nie potrzebujesz stroju moro, na pewno Cię nie zobaczy.

ON – Nigdy nie wiesz.

 


 

ON – Nie oglądasz!

JA – Oglądam.

ON – Nie oglądasz.

JA – Oglądam, oglądam, jednym okiem słucham.

 


 

ON – A co to są za owoce?

JA – Muszę podejść, aby zobaczyć Twoją minę. To są ś-l-i-w-k-i.

ON – Śliwki?

JA – Śliwki. Jak będziesz uczyć naszego syna? Co zrobisz, gdy spyta Cię, jaki to owoc?

Chwilę później.

ON – Kasiu, to nie są śliwki!

JA – Jak nie są?

ON – Tu jest napisane nektarynki!

JA – Co?

ON – Jak będziesz uczyć naszego syna?

JA – Ale w sklepie było napisane śliwki…

 


 

Tatko słucha muzyki na słuchawkach (Audioriver). Ja udaję, że tańczę do rytmu.

JA – Trafiłam w rytm?

ON – Jesteś za stara na takie rzeczy

JA – To Ty znasz pięciu wykonawców z trzydziestu.

ON – Znam wykonawców z ’94!

JA – To chyba niedobrze.

ON – Ale znam!

 


 

JA – Nic nie wymyśliłam. NIC.

ON – Ja też, ale ja nie myślałem.

JA – O tym, czy w ogóle?

ON – W ogóle.

JA – Nic nie wymyśliłam, ale stworzyłam odę do macierzyństwa, słuchaj:

Szczerbate uśmieszki i stópki śmierdzące
Piersi nabrzmiałe, mlekiem płynące

– Czyli już oszalałaś…

Tłuściutkie udka i mokre całuski
W mleku strawionym najlepsze bluzki
Zero mejkapu i stan niedospania
Dresy po domu i sexi starania

ON – Słabe, częstochowskie rymy.

JA – Ale… jak to?

ON – No słabe, wyliczanka, częstochowskie rymy.

JA – Eeeh…

 


Dialogi powstały dziś tylko dlatego, że chciałam podzielić się z Wami moim niedokończonym, niedocenionym przez Tatka wierszem Jeśli chcecie przeczytać poprzedni post, to zajrzyjcie na Dialogi Małżeńskie – Kto idzie po pampy?

Jeszcze mała zagadka na koniec Co to ten Gon?

Otóż, okazało się, że nadal byłam w błędzie i Tatko mi właśnie linka przysłał, abym się dokształciła. Otóż, to nie jest żadna dzika chuć (a przecież Wiedźmin podobno biega i chędoży) i bieganina też to nie jest! Tym bardziej, nie jest to bieganina spowodowana przez chuć. Jeśli Wam bardzo, ale to bardzo zależy, możecie sprawdzić tu, ale będziecie rozczarowani.

I pamiętajcie, kluczem do udanego związku jest DIALOG!