Minął pierwszy tydzień mojej pracy po urlopie macierzyńskim. Chcecie wiedzieć, jak mi poszło?

0a
1b 2b

Po 12 miesiącach macierzyńskiego i 2 miesiącach zaległego urlopu, z niebywałą ekscytacją, powróciłam do pracy. Dziecię przygotowałam, męża przygotowałam, a siebie wyposażyłam w niezbędny ekwipunek pracującej mamy (wiadomo – buty przede wszystkim). Po głowie chodziło mi tysiące myśli! Czy nadal umiem pracować? Czy powstrzymam się od zanudzania bezdzietnych kolegów z pracy moim dzieckiem? Czy nadal potrafię przetrwać w brutalnym świecie dorosłych?

Okazało się, że tak! Chociaż do tej pory nie mam zielonego pojęcia, co robię, idzie mi nie najgorzej. A przynajmniej lepiej niż się spodziewałam. W pracy zamieniam się w zwykłego człowieka, realizującego swoje cele. Wstyd się przyznać, ale zapominam o Miśku (rozpaczam dopiero po powrocie). Nie powiem, że nie było kryzysu – był. Pojawił się w momencie, kiedy wróciłam pod koniec tygodnia do domu i uznałam, że Misiek urósł (!), zmężniał i nie ucieszył się na mój widok. Tatko, jak zwykle, musiał stanąć na wysokości zadania i z wielką powagą wytłumaczyć mi, że to zmęczenie i wyobraźnia Ale wracając do tematu: co może pójść nie tak, kiedy wraca się do pracy po macierzyńskim?

Nie będzie jedzenia

Może się okazać, że będziecie tak zmęczone po powrocie, że nie będziecie miały siły na nic. Mamy, apeluję do Was! Zgromadźcie jedzenie na pierwszy tydzień pracy. Emocje, pochłanianie zaległej wiedzy i wpatrywanie się przez 8 godzin w monitor, robią swoje. Po tygodniu życia o suchych kanapkach i pizzy, zakończonym obiadem z torebki, Tatko uznał, że zniknęła mu prawie cała masa mięśniowa. Prawie cała! Strach pomyśleć, co by było po drugim takim tygodniu! Jeśli zależy Wam więc na przeżyciu męża, zaplanujcie posiłki na pierwsze pięć dni. Ja w ten weekend nagotowałam dużo pyszności, które czekają na odgrzanie. Zajęło mi to dwie godziny. To nic, że są upały i Tatko stwierdził, że zjadłby chłodnik. Na odpowiedź, że ma się cieszyć, że ma jedzenie, zaczął się cieszyć.

Nie będzie porządku

Co tu dużo pisać. Nie będzie. Brak ogarniętego jedzenia pociąga za sobą kolejne konsekwencje. Wracając do domu, będziecie myśleć tylko o tym, jak dożyć do końca dnia. Najprawdopodobniej, jedyne co Was będzie interesować, to spędzenie go z dzieckiem. I Wasze truchło będzie siedzieć i patrzeć, jak roznosi ono pieluchy po całym mieszkaniu i wyciąga mokre chusteczki z pojemnika. I będzie Wam wszystko jedno. Ważne, że będzie to Wasz czas.

Nie będzie spania

Pomijam fakt stresu i wstawania przed budzikiem, który jest nastawiony na wszelki wypadek na 5:30. Bo jak obudzić się, gdy budzik dzwoni, nie budząc jednocześnie dziecka? Może się też okazać, że Wasz maluch będzie miał nagle problemy z brzuszkiem i będzie wstawał w środku nocy, chcąc jeść, pić i przytulać się. I dacie mu to wszystko, śpiąc jednym okiem i drugim czuwając. A po pięciu minutach po zaśnięciu, obudzicie się chwilę przed porannym alarmem.

Nie będzie niczego

Nie będzie jedzenia, nie będzie porządku, spania, czasu i komfortu w szpilkach na za dużym obcasie. Nie będzie, jeśli nie przygotujecie się odpowiednio. W ten tydzień wkraczam już trochę mądrzejsza. Czasy „wolności” minęły i organizacja jest niezbędna. Powrót po urlopie macierzyńskim na pełen etat nie jest łatwy i warto dopiąć wszystko na ostatni guzik. Jutro kolejny dzień pracy. Trzymajcie za mnie kciuki!

IMG_0506 IMG_0507 IMG_0517 IMG_0518